Strona główna Prasa o ślubie i weselu Wyszłam za mąż zaraz wracam?
Wyszłam za mąż zaraz wracam? Email
Logo Przewodnik Katolicki
 Monika Białkowska
Tak śpiewała Ewa Bem w popularnej niegdyś piosence. I choć miał to być żart, problem wcale zabawny nie jest. Ponad 30 proc. zawartych w Polsce małżeństw się rozpada.
Przyczyn rozstań szukać można w zmieniającej się mentalności społeczeństwa, ale i słabym przygotowaniu młodych ludzi do życia we dwoje. Receptą na małżeństwo może być świadome wykorzystanie okresu narzeczeństwa.
 

 
Synod Archidiecezji Poznańskiej, nawiązując do dokumentów Konferencji Episkopatu Polski zaleca, by młodzi pół roku przed planowanym ślubem zaręczali się w gronie rodzinnym. Ma to pomóc w odpowiednim przygotowaniu do małżeństwa i lepszym poznaniu się rodzin. Zaręczyny mają również być szansą na docenienie roli rodziców i seniorów rodu. Synod liczy również, że poprzez wprowadzenie takiego zalecenia zostaną ograniczone małżeństwa zawierane pochopnie.

W progu proszą na wesele

W dawnej Polsce, aby oszczędzić młodzieńcowi wstydu odrzucenia, do wybranki serca lub - częściej - wybranki rodziny, udawali się swaci. Wśród nich obecny musiał być ojciec lub ojciec chrzestny przyszłego narzeczonego. W domu dziewczyny traktowano gości jak niezapowiedzianych. Kazano im stać w sieni sprawdzając, czy nie są niebezpieczni, czy są dobrymi chrześcijanami i czy kawaler, od którego przychodzą, jest dobrym kandydatem na męża. O zgodzie na małżeństwo nie rozmawiano wprost, posługiwano się znakami. Swaci przynosili ze sobą flaszkę, a pod koniec rozmowy prosili o podanie pucharów. Jeśli je otrzymali – mogli mieć pewność, że kawaler został przyjęty. Gdzieniegdzie podczas swatów obecny mógł być przyszły pan młody – wtedy na znak odmowy podawano gęś w szarym sosie, popularnie nazywaną czarną polewką. Kiedy na stole pojawiały się kieliszki, w towarzystwie mogła pojawić się dziewczyna, która po krótkim wahaniu wyrażała zgodę na podjętą przez rodziców decyzję. Dopiero potem przystępowano do omawiania szczegółów ślubnego kontraktu.

Sama uroczystość zaręczyn, czyli inaczej zrękowin, odbywała się zawsze w domu narzeczonej. Jej główną częścią było "rękowanie" – podanie sobie rąk przez narzeczonych ponad bochnem chleba, połączone z błogosławieństwem rodziców. Przyszli małżonkowie początkowo wymieniali między sobą wieńce z ruty – później wieńce zastąpiono pierścieniami. Po uroczystości zaręczyn obowiązkowe były również przeziory lub oględy, czyli wizyta wszystkich zebranych w domu przyszłego pana młodego.

Pierścionek dla dziewczyny, kwiaty dla mamy

Zaręczyny są umową, która ma pomóc w przygotowaniu do małżeństwa, nie pociąga jednak za sobą skutków prawnych. Żadna ze stron nie ma prawa domagać się na jej podstawie zawarcia związku – może natomiast próbować dochodzić wynagrodzenia ze ewentualne szkody czy zwrotu kosztów poniesionych z racji planowanej uroczystości.

Same zaręczyny przebiegają zwykle według podobnego schematu: mężczyzna przychodzi do rodzinnego domu wybranki, z pierścionkiem i kwiatami dla narzeczonej i jej matki. Prosi o rękę najpierw dziewczynę, potem o zgodę pyta również jej rodziców. Jeśli usłyszy "tak" – nakłada wybrance na palec zaręczynowy pierścionek. Czym mają się zatem różnić zaręczyny "kościelne"? Wzbogacić je może domowy obrzęd składający się ze skierowanego do młodych pytania o ich wolę zaręczyn i pobłogosławienia wodą święconą zaręczynowego pierścionka.

W kinie w Lublinie

Młodzi ludzie coraz częściej starają się jednak, by ich zaręczyny były bardziej oryginalne. Oznacza to poszukiwanie nowych miejsc i wrażeń. Mężczyźni starają się zaskoczyć swoją wybrankę nie tylko samą propozycją małżeństwa, ale i oprawą, a jakiej ta propozycja padnie. W kilku większych miastach Polski powstały firmy, specjalizujące się w przygotowaniu nietypowych zaręczyn. Dzięki ich pomocy najważniejsze pytanie życia można zadać podczas lotu balonem, kolacji na ostatnim piętrze najwyższego budynku w mieście czy na scenie teatru, zanim widzowie opuszczą swoje miejsca po spektaklu. Jedna z sieci kin oferuje możliwość emisji krótkiego filmu z propozycją małżeństwa, miedzy blokiem reklamowym a właściwym pokazem. Do tradycji poznańskich oświadczyn przeszły te na stadionie Lecha Poznań, w przerwie meczu, przy pełnych trybunach. Im większa publiczność, tym lepiej – postawić trzeba jednak pytanie, czy tak wielka ilość widzów nie stanowi swego rodzaju presji, wobec której trudniej jest odmówić? I gdzie tu miejsce dla dawnych i niegłupich przecież pytań ojca dziewczyny: czy jej mąż będzie w stanie utrzymać rodzinę, kiedy planuje jej powiększenie, gdzie zamierzają mieszkać?




Komentarze
Dodaj nowy RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 


Czytaj także: