Strona główna Prasa o ślubie i weselu Wyszłam za mąż zaraz wracam? - Strona 2
Wyszłam za mąż zaraz wracam? - Strona 2 Email

Książka ze wstępem

Młodzi zaręczają się więc pod Wieżą Eiffla albo na dworcach kolejowych – i rozstają się kilka lat po ślubie. Oryginalność zaręczyn nie jest gwarancją udanego małżeństwa. Dużo ważniejszym od samych zaręczyn okazuje się być czas narzeczeństwa.

Nikt rozsądny nie przychodzi do teatru, kiedy na scenie rozpoczyna się drugi akt. Nikt nie pomija w książce pierwszego rozdziału. Nikt nie uczy się obsługi spadochronu w momencie wyskakiwania z lecącego samolotu. Narzeczeństwo, jako pierwszy rozdział małżeństwa, trudno jest uznać za relikt przeszłości. Pracujący w poradniach rodzinnych specjaliści twierdzą, że większość rozwodów daje się przewidzieć już podczas okresu narzeczeństwa. Poznawanie się, rozmowy, wyznaczanie kierunków i celów w życiu wydaje się początkowo trudne i nieco sztuczne – za to w chwilach kryzysu okazuje się często prawdziwym ratunkiem. Małżeństwa, które czas narzeczeństwa wykorzystały w sposób twórczy, mają więcej sił do radzenia sobie z codziennymi trudnościami.

Czas trudnych pytań

Prowadzone w różnych miejscach warsztaty dla narzeczonych proponują całe listy zagadnień, które narzeczeni powinni omówić i wypracować wspólne stanowisko. Czy moja wiara wpływa na moje codzienne życie? W jaki sposób hierarchizuję swoje cele życiowe? Co mnie cieszy, a co niepokoi w naszej miłości? Gdzie mogą tkwić źródła naszych przyszłych kryzysów małżeńskich? Jaką drogą dochodzimy do wspólnego zdania w kwestiach spornych? Co to dla mnie znaczy, że chcę być matką/ojcem? Na jakich zasadach chcemy oprzeć wychowywanie naszych dzieci? Czy znamy rodziny, które chcielibyśmy naśladować w chrześcijańskim życiu? Czy w naszej rodzinie będziemy się wspólnie modlić? Na jakich zasadach będą opierać się nasze relacje w szerszą rodziną? Jakie kontakty będziemy utrzymywać z naszymi przyjaciółmi?

Walter Trobisch w swojej książce "6 sprawdzianów miłości" stawia kolejne pytania. Cytuje myśl Hemanna Oesera: "Ci, którzy pragną być szczęśliwi, nie powinni wstępować w związek małżeński. Ci, którzy pragną być rozumiani, też nie powinni wstępować w związek małżeński. Ważną bowiem rzeczą jest rozumienie swojego partnera" – i pyta narzeczonych: Czy jesteście w stanie dzielić się swoimi radościami i smutkami? Uczestniczyć wzajemnie w swoim życiu? Czy wasza miłość dodaje wam nowych sił i napełnia twórczą energią – czy też siły i energię zabiera? Czy chcesz, żeby to była matka twoich dzieci? Ojciec twoich dzieci? Jesteś dumna ze swojego partnera? Czy nie tylko się kochamy, ale i podobamy się sobie, potrafimy żyć ze swoimi przywarami? Czy potrafimy sobie przebaczać i poddawać się sobie wzajemnie? Czy nasza miłość przeżyła już lato i zimę, czy znamy się dostatecznie długo?

To tylko niewielka część pytań, które narzeczeni powinni wzajemnie sobie stawiać i domagać się odpowiedzi. W czasach, gdy w progu domu nie staną już swaci i żaden ojciec nie weźmie odpowiedzialności za małżeństwo córki, to oni sami starać się muszą o swój przedmałżeński kurs, szerszy niż obowiązkowe wykłady. Wszystko po to, by ich droga małżeńska była drogą w tylko jedną stronę. Bez powrotu.

***

Agnieszka i Tomek

- Zaręczyliśmy się całkiem niedawno. Jesteśmy ze sobą półtora roku, a Tomek oświadczył mi się po roku i pięciu miesiącach naszej znajomości. Mieliśmy takie typowe zaręczyny, tylko my we dwoje.

- Było jeszcze ciepło, zabrałem Agnieszkę do parku niedaleko domu moich dziadków. Byliśmy sami, miałem bukiet kwiatów i pierścionek. Potem umówimy naszych rodziców: to spotkanie było już bardziej oficjalnie, ale też bardzo miłe. Narzeczeństwo to dla nas czas przygotowania, ustalamy właśnie datę ślubu. Mamy teraz większe poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy przekonani, że pasujemy do siebie, a ten czas to potwierdza.

Beata i Artur

Jesteśmy małżeństwem od czterech lat, poznaliśmy się dwanaście lat temu. Artur oświadczył mi się po siedmiu latach znajomości. Pojechaliśmy na zaplanowane wcześniej wakacje nad morze. Przez kilka dni Artur codziennie rano wychodził z domku i szukał czegoś w bagażniku samochodu. Jak się potem okazało sprawdzał, czy pierścionek schowany w futerale od koła zapasowego gdzieś się nie zgubił.  Potem szliśmy alejką przy plaży – Artur chciał mi kupić czerwoną różę, niby bez okazji. Uparłam się wtedy na niebieską i wygrałam. Kiedy poszłam zanieść kwiat do domu, Artur pobiegł na plaże, kupił tam domek z muszelek i włożył do niego pierścionek. Poszliśmy razem na kolację do restauracji, stylizowanej na bezludną wyspę, i tam Artur mi się oświadczył. To było cudowne. Ten rok narzeczeństwa był szczególnym czasem – wtedy dopiero poważnie zaczęliśmy myśleć o wspólnym życiu.

Pani Zosia

Pamiętam, że Zdzisiu kupił kwiaty i przyszedł do mnie ze swoimi rodzicami. Postarałam się żeby wszyscy byli w domu. Może to dziwne, ale ustaliliśmy wcześniej, że zaręczyny będą udane nawet bez pierścionka, kupiliśmy od razu obrączki. To były ciężkie czasy, nawet kupno kwiatów było dużym problem. Te moje były naprawdę piękne. Pamiętam, że bałam się tego wspólnego spotkania, bałam się niezręcznej ciszy. To była chyba jakaś magia, wszystko jakby samo się ułożyło. Siedzieliśmy długo, piliśmy razem czerwone wino z domowych winogron, które ten jeden jedyny raz nie wydawało mi się kwaśne. Potem już wszystko był łatwiejsze, bo byliśmy razem. Nawet w kolejkach staliśmy na zmianę, a Zdzisiu przynosił mi ciepłą herbatę. Po półtora roku wzięliśmy ślub. Czas narzeczeństwa zapamiętam jako ciągły niedosyt. Całe dnie spędzaliśmy razem,  a wciąż było nam siebie mało. Bardzo chcieliśmy już mieszkać razem. Ale to był bardzo potrzebny czas czekania.




Komentarze
Dodaj nowy RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 


Czytaj także: