Strona główna Prasa o ślubie i weselu Nowa liga rodzin polskich - Strona 2
Nowa liga rodzin polskich - Strona 2 Email

Główny Urząd Statystyczny w swoim raporcie demograficznym podaje, że „w latach 2004-2006 odnotowano stosunkowo gwałtowny wzrost liczby rozwodów (...). W 2005 roku na 1000 istniejących małżeństw 8 zostało rozwiązanych na drodze sądowej, na początku lat 90 niespełna 5. W miastach intensywność rozwodów jest prawie trzy razy wyższa niż na wsi”.



„Wielu z [rozwiedzionych] wstępuje w kolejne, już niesakramentalne z punktu widzenia wiary, związki - pisze na katolickim portalu Opoka ksiądz Wojciech Nowak, jezuita. Dla przykładu w warszawskiej parafii świętego Andrzeja Boboli, liczącej około 23 tysięcy mieszkańców, 34 procent dzieci nowo ochrzczonych w 2001 roku pochodziło z takich właśnie związków”. I dalej: „Socjologowie z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej oceniają, że co 15. para w Polsce żyje w związku nieformalnym, a ich liczba może dochodzić nawet do 250 tysięcy.

Tradycyjny model rodziny zakładał wychowywanie co najmniej dwójki dzieci. Dziś to także jest fikcja. Coraz więcej par decyduje się na posiadanie tylko jednego dziecka. Popularność zdobywa w Polsce model DINKY, czyli „Double Income, No Kids Yet”, „podwójny dochód, żadnych dzieci te  - mówi doktor Żurek. Dwoje ludzi żyje razem i nie zamierza mieć potomstwa. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Zakładano, że kobieta przecież „musi kochać dzieci”. Dziś może się przyznać, że ich nie lubi i nie ma ochoty ich rodzić.

Jeszcze dalej posunięty model to LAT, czyli „Living Apart Together”. Po polsku można to określić jako „żyć razem, mieszkać oddzielnie” - wyjaśnia socjolog. Może to być model wymuszony, bo na przykład mąż wyjechał do pracy za granicę, a żona została w Polsce. Ale są małżeństwa, które od razu, z założenia, kupują dwa mieszkania. Znam też przypadki odwrotne, gdy przyjaciele, których nie łączą więzi seksualne, mieszkają razem i tworzą wspólne gospodarstwo domowe - dodaje doktor Żurek. Można to nazwać komuną, quasi-komuną,
a można i rodziną.

Wszystko zależy od tego, co uzna się za oś napędową związku. Może nią być wspólne gospodarstwo domowe, mogą to być dzieci, a może - seks. Ze względu na stosunek do tego ostatniego naukowcy wyróżniają rodziny otwarte i wahadłowe (albo z angielska - swingujące). Popularne na Zachodzie, w Polsce stanowią jeszcze rzadkość, ale już się pojawiają. W pierwszym przypadku mąż i żona akceptują pozamałżeńskie kontakty seksualne swoich partnerów. W drugim razem chodzą na randki z innymi parami małżeńskimi, by wspólnie uprawiać seks.

I jakkolwiek wydawałoby się to bulwersujące, rodziny takie nie wzbudzają chyba takich emocji jak homoseksualne. Uprzedzenie do par jednej płci, które biorą się do wychowywania dzieci, wynika z obyczajowości i religii. Ujawnienie się takiego związku za każdym razem traktowane jest jako złamanie pewnego społecznego tabu. A trzeba przyznać, że związki homoseksualne ujawniają się coraz częściej. Ostatnio rodzina złożona z dwóch kobiet i dwóch córek wzięła nawet udział w polskiej wersji popularnego programu „Superniania”.

Nie ma żadnych dowodów, by taka rodzina miała negatywny wpływ na dzieci - tłumaczy prowadząca program psycholog Dorota Zawadzka. Jedynym problemem związków homoseksualnych jest ich mniejsza trwałość. Ale to dotyka też często par heteroseksualnych. Mam kontakt z takimi parami i wiem, że mogą być dobrymi rodzicami - twierdzi profesor Anna Brzezińska.

Gdy się przyjrzeć dyskusjom internautów po wspomnianym odcinku „Superniani”, uderza zdumiewająco duża akceptacja społeczna dla takiej formy związku. Znacznie większa w stosunku do dwóch kobiet, niż gdyby rodzicami było dwóch mężczyzn. „Dwie kobiety nikogo, mimo wszystko, nie dziwią” - pisze osoba podpisująca się jako "andywaw," bo - „w tym kraju zostałoby NAPRAWDĘ przełamane tabu, gdyby pokazano dwóch facetów wychowujących dzieci”.

Trzeba zresztą przyznać, że dwóm mamom łatwiej postarać się o dziecko. Umożliwiają im to niektóre prywatne kliniki oferujące zapłodnienie in vitro.

 Ewa i Agnieszka właśnie w takim miejscu dały początek użyciu swego rocznego już synka Ksawerego. Mogłam czynnie uczestniczyć w akcie zapłodnienia Ewy - opowiada Agnieszka. To bardzo nas do siebie zbliżyło. Teraz planujemy, żebym ja urodziła dziecko. Użyjemy nasienia tego samego dawcy, by choć w ten sposób nasze dzieci były rodzeństwem. Skąd te przemiany polskich rodzin  Z coraz większej indywidualizacji ludzi - wyjaśnia doktor Aldona Żurek. Dopasowujemy nasze życie do naszych pragnień. Nie naśladujemy już matek, ojców czy dziadków. Wszystko chcemy robić po swojemu.

Rodziny jako wspólnoty same teraz wybierają społeczność, w której chcą funkcjonować. I bardzo często nie jest to środowisko ich rodziców. Dzięki zmianom społecznym, lepszej infrastrukturze zapewniającej opiekę nad dziećmi rodzina już nie musi utrzymywać kontaktów z krewnymi czy z sąsiadami. Może, ale nie musi. Zamiast babci można wybrać żłobek, przedszkole czy płatną opiekunkę - tłumaczy doktor Żurek.



Komentarze
Dodaj nowy RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 


Czytaj także: