|
Strona 1 z 3 
Katarzyna Kopacz Zapracowani Polacy na Wyspach coraz chętniej korzystają z usług firm, które zorganizują im ślub. Od wieczorów panieńskich i kawalerskich aż do miodowego miesiąca. Dziś nawet pracując w Wielkiej Brytanii najważniejsze chwile swojego życia można zaplanować przy pomocy kilku telefonów.
Zwykło się go uważać za jeden z najważniejszych z dni w życiu każdego człowieka. Dzień, który powinien być wyjątkowy, niezwykły i niezapomniany. Mowa oczywiście o dniu, w którym wypowiadamy sakramentalne "tak". Choć tak naprawdę ceremonia w urzędzie czy kościele trwa tylko chwilę, przygotowania do niej to zwykle kilka miesięcy ciężkiej pracy. To ciągłe obmyślanie, ustalanie i aranżowanie. Tym trudniejsze, kiedy ślub ma odbyć się w Polsce, a para aktualnie żyje i pracuje w Wielkiej Brytanii. Ciągłe jeżdżenie do kraju, wydzwanianie do rodziny i przyjaciół z prośbą o załatwienie kolejnych spraw i zamartwianie się o rosnące koszty jeszcze do niedawna odstręczało od organizowania czegokolwiek nawet najbardziej zakochanych. Wraz z rosnącą liczbą Polaków na Wyspach pojawiły się jednak firmy, które zorganizują nasz ślub na odległość i wezmą na siebie cały wir przygotowań. Nie tylko suknia ślubna
Możliwości są dwie. Młodzi mogą zdecydować się na profesjonalną firmę lub wybrać pakiet dodatkowych usług, które coraz częściej zaczynają świadczyć salony sukien ślubnych prowadzone na Wyspach przez Polki. Już dziś w kilku z nich można nie tylko wybrać sukienkę i dodatki, ale zamówić również usługi fotografa, limuzynę, zaproszenia, obrączki, strój dla pana młodego, wynająć przy ich pomocy salę w kraju czy wybrać zespół muzyczny. Wiele osób, które nie są w stanie dopilnować wszystkiego samodzielnie, a nie mogą pozwolić sobie na wynajęcie agencji ślubnej, korzysta właśnie z tej opcji. Polacy pracujący w Wielkiej Brytanii są bowiem tak zapracowani, że tylko nieliczni mogą pozwolić sobie na kilkudniowe wyjazdy do kraju, by dopatrzyć wszystkiego samodzielnie. Co ciekawsze, w modzie znów są duże, rodzinne wesela, nad organizacją których zapracowanym narzeczonym wcale nie tak łatwo zapanować.
– Jeszcze kilka lat temu wesela planowało się nawet na miesiąc przed ceremonią, teraz przygotowania zaczynają się nawet rok wcześniej – mówi Krystyna Kuszyk-Yeomans z salonu Christina K.
Spóźnialscy także mogą liczyć na pomoc właścicieli polskich salonów ślubnych czy serwisów weselnych. Często zlecenia przyjmowane są nawet na dwa miesiące przed ślubem.
– Takiego zadania nie podjęłaby się niemal żadna brytyjska firma – zaznacza Krystyna Kuszyk-Yeomans. Na dwa sposoby
Na pomoc "wedding plannerów" bardzo często decydują się pary mieszane. Podczas uroczystości młodzi chcą bowiem połączyć najczęściej polską i brytyjską tradycję. Z takim zadaniem rodzina z Polski raczej sobie nie poradzi.
– Brytyjskie zwyczaje coraz chętniej na polski grunt przeszczepiają także pary polskie. Tak więc zamiast świadków pojawiają się druhny, podczas imprezy rozdawane są gościom małe prezenty w innej kolorystyce dla pań a innej dla panów, a na stołach goście mogą znaleźć jednorazowe aparaty, które są "drugimi oczami gości" i wspaniale dokumentują te momenty, które przegapi na przykład zamówiony fotograf – mówi właścicielka salonu Christina K.
Jednak czasem nawet najlepiej przygotowana impreza może mieć niezbyt szczęśliwy przebieg.
– Jeden z naszych klientów spóźnił się do kościoła cztery godziny, drugiemu dwie godziny przed ślubem pękła na plecach kamizelka. Choć nie kupował jej u nas, nasza krawcowa uratowała sytuację i skroiła młodemu nową – wspomina Krystyna Kuszyk.
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>
|