- To była najpiękniejsza noc w moim życiu - mówi Beata Brzeska, jedna z tegorocznych finalistek konkursu Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej, która w minioną sobotę stanęła na ślubnym kobiercu.
Ze swoim ukochanym mieszkała po sąsiedzku, ale kiedy się pierwszy raz spotkali, żadne z nich tego nie wiedziało. Poznali się w jednej z kieleckich dyskotek. To było dwa lata temu, 29 września. W tym roku, tego samego dnia Beata i Mariusz stanęli przed ołtarzem.
TRADYCJI STAŁO SIĘ ZADOŚĆ
- Zaręczyliśmy się w Święta Wielkiej Nocy w 2006 roku - mówi Beata. - Wszystko odbyło się bardzo tradycyjnie. Mariusz poprosił mnie o rękę w obecności naszych rodziców, podczas uroczystego obiadu.
Wtedy Beata powiedziała „tak”, które zresztą powtórzyła w sobotę. Ale moment ten poprzedzony był długimi przygotowaniami. - Właściwie od roku już coś się działo, a to wynajęcie sali, a to jakieś zakupy… - wylicza. - Oczywiście najwięcej zamieszania było w tym ostatnim tygodniu.
Za to piękna panna młoda nie miała problemu z kupnem sukni ślubnej. - Moim wymarzonym fasonem była „rybka”. Niestety okazało się, że dla mnie nie jest on odpowiedni. Dlatego zdecydowałam się na klasyczny model: gorset z szeroką spódnicą i oczywiście tradycyjną biel - opisuje. - W ciągu dwóch dni obeszłam wszystkie kieleckie salony sukien ślubnych, zobaczyłam, co w nich jest. W dokonaniu wyboru pomogła mi siostra.
Ślubną przysięgę młodzi złożyli sobie w kieleckiej Bazylice Katedralnej. - Wybór Katedry to był pomysł Mariusza, na który przystałam - wyjaśnia Beata.
I tak, choć są małżeństwem z bardzo krótkim stażem, już mają do perfekcji opanowaną trudną sztukę kompromisu. Beata zgodziła się na ślub w Katedrze, z kolei Mariusz zaakceptował fakt, że jego żona będzie miała dwa nazwiska. - Teraz będę się nazywała: Brzeska- Wąż - mówi. - Bardzo się przywiązałam do mojego panieńskiego nazwiska.
WESELE Z FAJERWERKAMI
Ceremonia w kościele przebiegała bardzo spokojnie. - Nie denerwowałam się, chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłam taka spokojna - zdradza Beata. - Za to wszystkie nerwy chyba przejęli moi bliscy, zwłaszcza mama, która już od wtorku płakała.
Wreszcie przyszedł czas na wesele. - Mam odciski i zakwasy, sukienka jest brudna i porwana - śmieje się Beata. - Jednym zdaniem, to była najpiękniejsza noc w moim życiu. Znakomita atmosfera. Na dodatek lokal, w którym odbyło się przyjęcie miał znakomitą obsługę. Podawano też świetne, bardzo smaczne jedzenie, choć ja właściwie nic nie jadłam, ponieważ większość czasu spędziłam na parkiecie.
A kiedy na dworze zapanowała noc, w górę poleciały sztuczne ognie. - Pokaz ten miał być niespodzianką od nas dla naszych gości. Tylko my o nim wiedzieliśmy. Ale wyglądał tak wspaniale, że sami byliśmy nim zaskoczeni i zachwyceni.
Teraz przed młodymi podróż poślubna, w którą udadzą się już jutro. - Spędzimy dwa tygodnie we Włoszech - cieszy się Beata, która jest ogromną miłośniczką Italii. - Ale nie będziemy leniuchować, w planach mamy zwiedzenie tego kraju wzdłuż i wszerz.
PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ
Na wycieczkę Beata uda się właściwie wprost z wybiegu. - Biorę udział w Off Fashion - wyjaśnia. - Cały czwartek tu spędziłam i tak samo zapowiada się piątek. Właściwie większość moich rzeczy musiałam spakować już w środę.
Kiedy młodzi będą odpoczywać, w tym czasie będzie remontowane mieszkanie, w którym zamierzają już wkrótce zamieszkać. - Mam nadzieję, że do naszego przyjazdu przynajmniej będzie już gotowa łazienka - mówi.
Na razie młodzi mieszkają w rodzinnym domu Beaty. - Mariusz przeniósł do nas część swoich rzeczy, ale nawet, jeżeli o czymś zapomniał, to wtedy po prostu idzie do siebie, do domu obok - śmieje się Beata.
Dorota KLUSEK / Echo Dnia







